Ksiaz Castle in Poland Schloss Fürstenstein in Polen
Tu jesteś: » Warto wiedzieć » Zagadkowa historia Zamku Książ

 

Zamek Książ  wciąż  „ściśle tajny”!


    Jak się okazuje wojenna sygnatura niemiecka „streng geheim” mimo upływu lat nie straciła swej mocy w podziemiach zamku „Książ”. Mogliśmy o tym przeczytać swego czasu na portalu „Twoje Sudety” w artykule „Sekret grobów spod Książa”, a także w wielu innych artykułach i książkach. W 1945 roku niemieckie dowództwo zamku tuż przed wkroczeniem wojsk radzieckich zdołało ukryć i zamaskować to co najważniejsze, pozostawiając mało istotną część podziemnej inwestycji jako element uwiarygodniający rzekomą budowę w tym miejscu kolejnej kwatery Hitlera. Polacy przyjęli z łatwością hipotezę, zwłaszcza że wzmacniała ona atrakcyjność zabytku, a publikacje książkowe i prasowe polskie i niemieckie poszły z zapałem tym tropem, snując rozważania o znakomitym usytuowaniu kwatery wodza III Rzeszy w majestatycznej rezydencji  Hochbergów, a zwłaszcza w  przepastnych podziemiach zamkowych.
    Tymczasem dla bardziej wnikliwych badaczy teza o nowej kwaterze Hitlera zarówno w Górach Sowich jak i w zamku „Książ” wydaje się mocno naciągana. Znany już z wielu publikacji prasowych, interesujący się od dawna tą sprawą, emerytowany oficer Wojska Polskiego, Józef Piszczek z Wrocławia, zgromadził mnóstwo argumentów wskazujących na to, że utajnione tak skrupulatnie przez Niemców dokumenty związane z zamkiem Książ i kompleksem „Riese” w Górach Sowich, dotyczyły zupełnie innej, znacznie większej  inwestycji militarnej, najprawdopodobniej eksperymentalnej fabryki najnowocześniejszej broni rakietowej, a może nawet - atomowej, słowem niemieckiej Wunderwaffe (cudownej broni), która miała odwrócić losy wojny.
    Przyjrzyjmy się niektórym z nich:
    Po pierwsze - rzekomą kwaterę Hitlera w Książu budowano z wielkim rozmachem znacznie wcześniej niż podziemia w Górach Sowich. Już w 1942 roku do Książa sprowadzono robotników z Włoch, a następnie 400 górników z Donbasu. W pobliżu starego cisa nad Pełcznicą powstał obóz Organizacji Todta. W maju 1944 roku utworzono dodatkowo Arbeitslager Fürstenstein jako oddział roboczy podobozu w Głuszycy należącego do obozu koncentracyjnego Gross Rosen. Przebywali w nim Żydzi z Polski, Węgier, Grecji i innych krajów europejskich. W 1944 roku liczba robotników przymusowych i więźniów w samym Książu wynosiła około 3000. Specjalne biuro budowlane zatrudniało 35 architektów. Gdzie się podziały ich projekty przechodzące w tony papieru? Gdzie przepadły wszelkie dokumenty wojskowe związane z tą olbrzymią i kosztowną budową? Praca w podziemiach trwała na dwie zmiany. W literaturze naukowej i popularno-naukowej jest mowa o ogromnych ilościach materiałów budowlanych - żelbetonu, stali, cementu, piasku, transportowanych wagonami do Wałbrzycha  z całej Rzeszy. Są to takie ilości, że nie dałoby się ich zmieścić w kubaturze odkrytych dotąd podziemi Książa. To co tam możemy oglądać dziś  nie uzasadnia tak ogromnego zaangażowania sił i środków w ciągu prawie trzy i pół roku trwającej budowy. Na domiar wszystkiego warto zauważyć, że budowa w Książu odbywała się pod nadzorem Luftwaffe.  Do żadnej z kwater Hitlera nie angażowano jak dotąd kierownictwa wojsk lotniczych.
    Po drugie - w obliczu przewidywanych zmian na froncie i rychłego wkroczenia na Dolny Śląsk wojsk radzieckich na wiosnę 1945 roku dokonano pośpiesznej ewakuacji przeszło 800 więźniów komanda roboczego Fürstenstein, na ich miejsce sprowadzając nowych. Tak więc nie  przerwano robót, natomiast można się spodziewać, jaką rolę mieli do spełnienia nowoprzybyli więźniowie. Gruntowne zacieranie śladów budowy w odniesieniu do kwatery Hitlera nie było konieczne, zwłaszcza że wciąż funkcjonowała wiara w powstrzymanie ofensywy na froncie wschodnim i powrotu Niemców w Góry Sowie jak i na cały Dolny Śląsk. Natomiast zamaskowanie budowy podziemnego przedsięwzięcia zbrojeniowego na tak wielką skalę, bądź też ukrycie w podziemiach skrzyń z tajnymi dokumentami lub cennymi dobrami kultury, było potrzebą ewidentną.
    J. Piszczek zwraca uwagę, że intensywne prace w podziemiach zamku Książ trwały nieprzerwanie do końca, tj. do 10 maja, mimo że Hitler już wcześniej popełnił samobójstwo, Festung Breslau skapitulowała, a dowództwo niemieckie dzień wcześniej podpisało kapitulację. Dopiero wkroczenie do Wałbrzycha wojsk radzieckich 10 maja 1945 roku przerwało roboty w Książu.
    Co robili Niemcy w podziemiach Książa w sytuacji, kiedy front wschodni przesunął się do Berlina, a zachodni alianci dotarli nad Łabę? Skąd się brało takie natężenie robót ?
    Niemcy już  w 1944 roku rozpoczęli ukrywanie w podziemnych obiektach, kopalniach, sztolniach, dóbr kultury. Pisał o tym Bogusław Wróbel w książce „Ukryte skarby”. Bogusław Wołoszański w trzecim odcinku audycji telewizyjnej w marcu 2000 roku mówił, że według dokumentów Archiwum w Koblencji od  lata 1943 r. Książ  miał się stać składnicą akt SS i Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy. Akcja ta nosiła kryptonim Brabant I. Józef Kłyszejko przesłuchiwany w Okręgowej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich we Wrocławiu stwierdził do protokółu, że pod koniec wojny do Książa zaczęły napływać transporty dużych skrzyń wypełnionych nieznanymi przedmiotami (Anna Sukmanowska, Taniec na wulkanie, s. 9, Lech Zatorski, Nie odkryte skarby na terenach Polski, s. 58).
    W literaturze popularno-naukowej dotyczącej poszukiwania skarbów pojawiło kilka wątków dotyczących transportów kolejowych z Wrocławia załadowanych skrzyniami, które po rozładowaniu w okolicach Lubiechowa zostały ukryte w podziemnych sztolniach Książa. Mowa jest nawet o zamaskowanym tunelu zdolnym pomieścić całe składy pociągów. Pasjonujący się tym tematem poszukiwacze podejmowali bezskutecznie próby odnalezienia podziemnej trasy kolejowej prowadzącej pod zamek, ale takie akcje wymagałyby skoncentrowanych działań wyspecjalizowanych jednostek z użyciem maszyn i sprzętu. Niemcy wykonali rzetelnie „zadanie bojowe”, nie żałowali betonu i dynamitu.
    Po trzecie - w podziemiach Książa znajdujemy do dziś liczne ślady wskazujące ewidentnie na celowe zablokowanie ciągów tunelowych, a także górnych i dolnych kondygnacji. To co nam pozostawili Niemcy, to zaledwie przedsionek do właściwej części inwestycji. Zwrócił na to uwagę świadek o niepodważalnej renomie, a mianowicie sam Jan Weiss, były więzień filii KL Gross Rosen w Książu, któremu udało się uniknąć zagłady i schronić w Ameryce. W kwietniu 1985 roku zwiedził podziemia Książa i stwierdził, że 26 lutego 1945 roku „żaden z chodników nie był obetonowany”. Weiss wchodząc do podziemi powiedział, że nie widać dużej komory, która znajdowała się po prawej stronie naprzeciw bocznego korytarza, w tym miejscu jest teraz obetonowana ściana. Idąc dalej powiedział, „że coś mu się w układzie tych korytarzy nie zgadza, były jeszcze inne, których teraz nie widać”. Informacje Weissa były publikowane w książkach i prasie. Trudno wątpić w ich wiarygodność, skoro pochodzą od bezpośredniego świadka. Przedsiębiorstwo Robót Górniczych w Wałbrzychu dokonało odwiertu w betonie na ok. 1.20 m., ale wiertło „udusiło się” i wtedy roboty przerwano. Trudno zrozumieć decyzję o zaprzestaniu wierceń, bo mogło to być typowe zakleszczenie się wiertła w dotarciu do stalowej belki, co pozwala sądzić, że dalej za tą ścianą jest sztolnia. Górnicy chcieli kontynuować wiercenia, ale decyzja była jednoznaczna, roboty więc przerwano. Istnienie innych korytarzy i komór potwierdzają widoczne zamurowania w tunelach i  biegnące poziomo pod sufitem rury utopione w betonowych ścianach na końcu tuneli. Rozmiar rur i materiał, z którego są wykonane, świadczą o ich przeznaczeniu do celów produkcyjnych.
    Są także inni świadkowie potwierdzający zabudowanie lub zawalenie dalszych ciągów sztolni i hal. Sztolnie na niższym poziomie (-40 m) budzą ciekawość, bo nie zostały do końca spenetrowane. Między sztolniami wejściowymi znajduje się tunel położony niżej 2,50 m od poziomu innych chodników, dotąd nie sprawdzany. O tunelu znajdującym się powyżej poziomu chodników mówią świadkowie, których relacje są dość wiarygodne. Zawałem kończy się tunel sztolni położonej na poziomie wyższym (-15 m). Prawdopodobnie był to ciąg komunikacyjny. J. Piszczek kwituje to następującym komentarzem: od zakończenia wojny nie wyniesiono z tego zawału ani jednego wiadra gruzu. Widocznie sygnatura „streng geheim” wciąż obowiązuje.
    Tajemnice Zamku Książ do dziś nie zostały odkryte. Z historii jest wiadomo, że zniszczenie w nocy z 17 na 18 sierpnia 1943 roku przez lotnictwo alianckie niemieckiego ośrodka badań rakietowych w Peenemünde na wyspie Uznam, potwierdziło w całej okazałości konieczność usytuowania ośrodka doświadczalnego w takim miejscu, aby był on nie tylko ściśle tajny, ale także odporny na naloty bombowe. Niemieccy konstruktorzy i naukowcy pracowali wówczas nie tylko nad doskonaleniem bezpilotowych samolotów odrzutowych, znanych jako V1 i V2, ale nad jeszcze nowszą generacją rakiety międzykontynentalnej A-9 i A-10. Takimi rakietami można było jednocześnie zaatakować Nowy Jork, Londyn i Moskwę. Jeżeli faktem jest, że pierwsze próby testowano w tunelu aerodynamicznym w podziemiach jednego z kompleksów Riese, a także w podziemiach zamku Książ, to jest oczywiste, że musiały tu być wydrążone i zabudowane tunele o długości kilkunastu kilometrów każdy. Igor Witkowski rozważa możliwość badań nad nową generacją broni elektronicznej, tzw. dzwonem, emitującym wokół siebie pole magnetyczne o niespotykanej mocy, a także nad konstrukcją śmiercionośnych obiektów latających, zwanych umownie UFO. Jaką rolę odgrywały w tym wszystkim obiekty podziemne na Zamku Książ, pod Osówką, czy Włodarzem - oto frapująca zagadka wciąż jeszcze „ściśle tajna”, bo potrzebująca odkrywców na miarę tych, co ją kryli przed oczyma przyszłych pokoleń.

 

Autor: Stanisław Michalik

 

projektowanie stron Wałbrzych HM sp. z o.o. www.hm.pl | hosting www.hb.pl
o książu - hotel karpacz - parki technologiczne