Ksiaz Castle in Poland Schloss Fürstenstein in Polen
Tu jesteś: » Warto wiedzieć » Podziemne miasto w Głuszycy

 

    Dzisiejsza nazwa atrakcji turystycznej pod Osówką w gminie Głuszyca jest wzięta z artykułu Zygmunta Mosingiewicza w „Słowie Polskim” z 28 października 1947 roku. W miejsce „gigantyczne” wprowadzono nazwę „tajemnicze”. Użycie tej nazwy jest całkowicie uzasadnione w kontekście tego, co widział i opisał w „Słowie Polskim” – niestety, nie żyjący już – znany dziennikarz „Trybuny Wałbrzyskiej”. Artykułów „Słowa”, a było aż siedem. Każdy kolejny artykuł wprowadza nas w świat nieomal fantasmagorii. Można by puścić wodze fantazji i wymyślić kolejny sensacyjny serial na podobieństwo „Tajemnicy Twierdzy Szyfrów” wg scenariusza Bogusława Wołoszańskiego, tylko że głuszyckie podziemia, to nie jest temat sensacyjno-kryminalny. Tu pracowali w strasznych warunkach, ginąc z głodu i wycieńczenia, setki tysięcy więźniów. Jest to miejsce zbrodni hitlerowskiej jedna z wielu opętańczych wizji psychopaty, realizowana kosztem ludzkiego życia, ludzkich cierpień i bólu za pomocą nieludzkich praktyk.
    Wróćmy do niezwykle frapujących relacji Z. Mosingiewicza. Opisuje on wrażenia z bezpośrednich penetracji podziemi w towarzystwie niezwykle intrygującej postaci, inżyniera austriackiego, Antoniego Dolmussa:
    „Potężne pale dębowe podpierające stropy wzbudzają zaufanie. System podmurowania chodników podobny jest do systemu stosowanego w kopalnictwie. W miarę posuwania się w głąb chodnika ciemność się powiększa i mały prostokąt światła za nami jest coraz mniejszy. Chodnik ten, od którego rozchodzą się dopiero boczne korytarze, kryjąc sale i pokoje sztabu Hitlera – ciągnie się przez 3 km. Nie wiemy, jak długo idziemy. Chodnik gwałtownie obniża się w dół i skręca nagle w prawo. Do głównego chodnika przylega mały tunel. Inż. Dolmuss wprowadza nas do niego i po przejściu mniej więcej 200 metrów wchodzimy do dużej sali. Miała to być sala posiedzeń. Przy zainstalowanym świetle, eleganckim umeblowaniu – sala ciepło ogrzana centralnym ogrzewaniem (gdyż i ono było przewidziane w programie budowy) – na pewno wyglądałaby inaczej. Teraz panuje w niej cisza, chłód i ciemność. Rozlegle korytarze podziemnego miasta, ziejące ciszą i chłodem, kryją zapewne w swoim wnętrzu niejedną tajemnicę. Ostatnie miesiące istnienia Trzeciej Rzeszy cechował bowiem chaos. Postanowiono między innymi ukryć w labiryncie korytarzy podziemnego miasta mnóstwo maszyn, aby je w odpowiednim momencie wysadzić w powietrze. W ostatniej prawie chwili rozkaz wycofano i postanowiono maszyny uratować. Trzy dworce w Głuszycy przeładowywały dziennie 70 wagonów maszyn najrozmaitszego typu. Nie zdołano jednak wszystkiego wywieźć i wiele maszyn pozostało na miejscu. Część z nich służy już Polsce, część (jak owe sześć motorów Diesla, które dopiero w tych dniach odnaleziono) – czeka na swego odkrywcę.”
    Z relacji Z. Mosingiewicza nie wiemy, czy do podziemi Osówki prowadziło w 1947 roku tylko jedno wejście, czy tak jak obecnie dwa. Można wnioskować, że tylko jedno górne, a dolne było już w tym czasie zablokowane. Usunięcie zwaliska skalnego u progu wejścia do dolnych korytarzy było jednym z najbardziej pracochłonnych zadań w momencie realizacji zagospodarowania turystycznego Osówki w 1995 i ‘96 roku. Niestety, ze względu na duże koszty, usunięto tylko część zwaliska, wznosząc nad pozostałym zboczem drewniany pomost, łączący dolne wejście z górą. Różnica poziomów pomiędzy dolnym, a górnym wejściem do podziemi stanowi obecnie jedną z największych zagadek. Logika wskazuje, że dolny korytarz mógł prowadzić do zasypanej części podziemnej budowli, być może już otynkowanej i wykończonej, w której mogą się znajdować maszyny i urządzenia, a nawet amunicja, czekające już 70 lat na swego odkrywcę. W ostatniej chwili przed ewakuacją Niemcy zdecydowali się wysadzić wejście i w ten sposób zablokować podziemną kwaterę. Jest to bardzo prawdopodobne jeśli zdamy sobie sprawę z tego, że Niemcy byli przeświadczeni, że ich ucieczka jest tylko chwilowa, a Hitler zastosuje nadzwyczajną broń rakietową, aby stawić opór wojskom nacierającym i za parę miesięcy można będzie powrócić do przerwanych robót.
    Odkrycie tej zagadki wiąże się z koniecznością usunięcia dalszej części zwaliska. Nikt nie jest w stanie określić jaki to jest zakres robót, ani też zapewnić na 100%, że istnieje dolny pokład korytarzy i że kryją się w nim prawdziwe skarby.
    Nie jest to jedyna zagadka związana z podziemiami Osówki, dlatego nadano im nazwę Tajemnicze Podziemne Miasto. Warto wspomnieć jeszcze o innych intrygujących szczegółach i zaskakujących odkryciach redaktora Z. Mosingiewicza:
    „10 milionów worków cementu pozostało jeszcze z zapasów, jakie nagromadzono w Głuszycy” Hałdy worków cementowych zalegały place budów na zboczach góry. Niedaleko szczytu wysłannicy gazety dostrzegli „olbrzymie bunkry, stosy żelaznych konstrukcji, betoniarki, pogłębiarki, potężne kolejowe trawersy i na pół ukończone roboty nad pomieszczeniami biur.”
    A nieco dalej: „wybiegają ze szczytu wzgórza równolegle do świerków leśne stalowe pręty. Jest ich całe mnóstwo. Wyrastają one jak drzewa z betonowej podstawy bunkrów, które rozsiadły się na wierzchołku wzgórza. Poniżej znajduje się wejście, do którego dochodzi się po wąskiej kładce.” Relacje dziennikarza odbiegają tak dalece od obecnego stanu naziemnych budowli, że trudno się zorientować, czy niedokończona budowla, opisywana dalej przez red. Mosingiewicza, to „Kasyno Hitlera”, czy najbardziej trudna do rozszyfrowania jeśli chodzi o jej przeznaczenie tzw. „Siłownia”. „Kasyno”, to olbrzymia budowla żelbetonowa, jednokondygnacyjna, długości ponad 50 m. i 14 m. szerokości. Posiada 8 pomieszczeń połączonych ze sobą i jest pokryta betonowym zadaszeniem z wnęką umożliwiającą wypełnienie jej ziemią i nasadzenie roślinności w celu zamaskowania.
    „Siłownia” jest blokiem betonowym o wymiarach 30 x 30 m. wypełnionym zbiornikami wodnymi, kanałami i włazami, siecią rur kamionkowych, elementami hydrauliki przemysłowej, studzienkami, śluzami. Przez włazy ze stalowymi klamrami można się dostać do wewnętrznych pomieszczeń o niejasnym przeznaczeniu. Naziemna część kompleksu Osówka była najbardziej rozbudowana spośród wszystkich w Górach Sowich. Budowle główne – „Kasyno” i „Siłownia” – są oddalone od siebie o ok. 150 m i leżą na różnych wysokościach. Obiekty te w nienajgorszej kondycji dotrwały do dziś. Piotr Kruszyński w jednej z najwcześniejszych książek poświęconych kompleksowi „Riese” p.t. „Podziemia w Górach Sowich i Zamku Książ”, wymienia jeszcze kilka innych obiektów. Pisze więc o podziemnym tunelu łączącym „Kasyno” z szybem, biegnącym pod ciągiem sześciu żelbetonowych zbiorników przeznaczonych do magazynowania kruszyw, a także o zbiorniku na wodę oddalonym około 450 m. na pn.-wsch. od szczytu Osówki oraz dużym składzie materiałów budowlanych i magazynów leżących około 250 m. od zbiornika. W pobliżu są ślady zespołu baraków mieszkalnych oraz fundamenty budynków.
    Zygmunt Mosingiewicz w „Słowie Polskim” wspomina o niedokończonej budowie windy w ok. 150-ciometrowym leju, która miała ułatwić komunikację z dołu do góry, gdzie znajdowały się biura położone nieco poniżej „Kasyna”. W pobliżu tego miejsca usypano pagórek szutrowy, 40 tys. m3 szutru, obok którego rozpoczęto budowę „szklanych oranżerii Hitlera”, jak je nazwał autor artykułu:
    „Jesienny wiatr hula sobie teraz po nich do woli. Ot, niemiecka pedanteria, w takich momentach budować kosztem wysiłku tysięcy ludzi – luksusowe oranżerie. W dodatku w takich warunkach terenowych było to prawdziwym szaleństwem. Cienkie druty z nawleczonymi na nie sztucznymi liśćmi, doskonale maskują złożony na ziemi żelbeton. Na terenach, które zwiedzamy, a które ciągną się na przestrzeni prawie 30 km. jest tego 200 ton. Żelazo, które widzimy jest tylko częścią materiałów potrzebnych do budowy podziemnego miasta; budowy zwanej „Akcją Adolfa”. 300 ton trafiło już na właściwe miejsce. Odjechało do Warszawy. Mam nadzieję, że i pozostałe 200 ton będzie należycie użyte... Ostatecznie okazuje się, że do apartamentów wodza Trzeciej Rzeszy prowadziły dwa wejścia podziemne oraz trzy z nawierzchni góry, skąd do wnętrza trzeba było zjeżdżać specjalnymi windami”.
    Ale to jeszcze nie wszystko. Wędrując duktami leśnymi w masywie Włodarza, napotykamy co rusz na ślady różnych budowli, wykopy i leje przeróżnych kształtów, składowiska materiałów budowlanych, a także resztki sieci transportowych. Obecnie po 60 latach nie są one tak wyraźne jak w 1947 roku, kiedy tu znalazł się dziennikarz „Słowa Polskiego”.
    W styczniowym numerze Biuletynu Informacyjnego Zarządu Parków Krajobrazowych w Wałbrzychu z 1998 r. Bolesław Fara i Aleksander Grzybowski publikują mapkę ilustrującą trasę kolejki wąskotorowej zaopatrującej dwie budowy kompleksu „Riese” – pod Osówką i Soboniem. Koleją szerokotorową dostarczano materiały budowlane do trzech stacji kolejowych w Głuszycy Górnej, Olszyńcu i Jugowicach. Stąd transportowano je kolejką wąskotorową, której długość szacuje się na ponad 16 km., przy różnicach wzniesień terenu od 200 do 300 m. Budowa tej kolejki nie była łatwa, prowadzona była w morderczym tempie i kosztowała wiele ofiar. Torowisko układano wykorzystując do maksimum istniejącą sieć dróg leśnych i ukształtowanie terenu. Na całej trasie wybudowano 8 mostów o długości 365 m. Kolejki wąskotorowe budowane były również bezpośrednio w korytarzach podziemnych, a w miejscu, gdzie ukształtowanie terenu na to pozwalało zainstalowano też kolejkę linową, łączącą stację kolejową w Głuszycy Górnej z Osówką, długości 400 m. przy różnicy wysokości 560-670 m.
    Gigantyczne podziemne miasto pod Osówką w Głuszycy budzi i dziś mrożące krew w żyłach wrażenie, mimo ze upłynęło od relacji Z. Mosingiewicza już ponad 60 lat. Tak właśnie skomentował swe odczucia nie byle kto, a mianowicie -  wybitny astronauta amerykański, Pułkownik Korpusu Piechoty Morskiej Stanów Zjednoczonych, George  D.  Zamka , który 10 maja 2010 roku odwiedził Głuszycę, spotkał się z mieszkańcami miasta w Centrum Kultury w Głuszycy, a następnie udał się w podziemia Osówki. To niezwykłe spotkanie spadło na Głuszycę jak gwiazdka z nieba. Starsi mieszkańcy mogą sobie wyobrazić co by się działo, gdyby swego czasu znalazł się tutaj Jurij Gagarin.
    Przyjazd do Głuszycy amerykańskiego astronauty z New Jersey, który jeszcze w lutym b.r. dowodził wahadłowcem Discovery STS - 130, a był to już drugi z kolei jego pobyt w przestrzeni kosmicznej (pierwszy w 2007 roku), w której spędził w sumie – 692 godziny, wywołał wyjątkowe zainteresowanie. Trudno się dziwić, że sala widowiskowa Centrum Kultury pękała w szwach. Spacer w podziemiach Osówki okazał się dla tak niezwykłego człowieka rzeczą zdumiewającą. Mówił o tym wielokrotnie, podkreślając, że słyszał już wcześniej o podziemnych lochach w Górach Sowich, ale to co zobaczył przeszło jego najśmielsze oczekiwania. „Sami nie wiecie co posiadacie”, to stare powiedzenie powraca jak bumerang przy różnych okazjach, gdy do Głuszycy przybywają wielcy ludzie z dalekiego świata. A nam się wydaje, że otwarcie podziemi pod Osówką, to kaprys paru osób, którym się zamarzyły „sny o potędze turystycznej” miasta nad Bystrzycą.

 

Autor: Stanisław Michalik

 

 

projektowanie stron Wałbrzych HM sp. z o.o. www.hm.pl | hosting www.hb.pl
o książu - hotel karpacz - parki technologiczne